Archive for the ‘Archiwa z Retro Gazety’ Category

Podsumowanie 28. kolejki Orange Ekstraklasy

Tuesday, May 6th, 2008

Porażka z Zagłębiem przybliżyła Widzew do III ligi. Lech rozbił Jagiellonię, a Groclin szczęśliwie zremisował z Koroną. W Lubinie piłkarze pobili się na boisku. Jak co tydzień, prezentujemy podsumowanie weekendu w Orange Ekstraklasie.

Komentarz: Łódzki dramat

Gdy Widzew w 2004 roku spadał do II ligi, mówiono i pisano o tym bardzo dużo. Wszak była to wówczas znana w polskiej piłce firma – ostatni nasz zespół, który grał w Lidze Mistrzów, a jeszcze w 1999 roku walczył o mistrzostwo Polski. Próby jego ratowania podjął się nowy – stary szkoleniowiec, Franciszek Smuda, ale nie dał rady. Spadek Widzewa przypieczętowała porażka 0:6 z Legią na Łazienkowskiej i hat-trick Marka Saganowskiego – wychowanka lokalnego rywala, ŁKS.

Minęły cztery lata i oto mamy inny, nowy Widzew – znów w ekstraklasie, do której udało się go przywrócić między innymi dzięki staraniom Zbigniewa Bońka (choć nie wiadomo, czy do końca prawidłowym z prawnego punktu widzenia). Tyle tylko, że za chwilę łódzki zespół znów poleci w dół – i to już nie do II, tylko do III ligi. Tym razem w roli ratownika odnalazł się inny znany trener, Janusz Wójcik, ale też sobie nie radzi. I to tyle, jeśli chodzi o podobieństwa. Zasadnicza różnica jest taka, że skompromitowanego (i chyba jeszcze słabszego niż w 2004 roku) Widzewa z III ligi do ekstraklasy nikt już raczej nie wyciągnie. Coś zatem skończyło się w łódzkiej piłce i nawet fani ŁKS odczuwają zapewne swoisty żal, że kolejnych pojedynków derbowych prędko się nie doczekają.

A propos ŁKS – bliski sprawienia sensacji przy ulicy Reymonta, poległ z Wisłą Kraków, której połowę składu stanowili etatowi rezerwowi. Widać wyraźnie, że sezon zbliża się do końca, albowiem również trener Legii dał odpocząć swoim podstawowym zawodnikom. Trudno się dziwić takim ruchom, skoro obydwa kluby awans do europejskich pucharów mają już zapewniony. O ostatnie miejsce w Pucharze UEFA walczyć muszą za to Lech i Groclin – i zapewne pojedynek ten trwać będzie aż do ostatniej kolejki.

Duże wrażenie robi postawa Polonii Bytom. Zespół uważany przed sezonem za najsłabszy z całej stawki poczyna sobie coraz śmielej i ma spore szanse, by utrzymać się w ekstraklasie. Trzeba jednak pamiętać, że przed nim bardzo trudne spotkania: z Lechem u siebie i z Legią w Warszawie.

Kolejka w skrócie

Widzew Łódź – Zagłębie Sosnowiec 0:1 (0:1) Marek 25.

Zła passa przełamana: po 13. wyjazdowych porażkach, Zagłębie Sosnowiec zdobyło pierwsze w sezonie punkty na boisku rywala. Zwycięstwo w mało ciekawym meczu zapewnił sytuacyjny strzał Adriana Marka.

Lech Poznań – Jagiellonia Białystok 6:1 (1:1) Cueto 36. i 67., Zając 62., Quinteros 80., Pitry 90. i 90. – Sotirović 38.

Efektowne zwycięstwo gospodarzy, którym towarzyszyło sporo szczęścia w postaci dwóch czerwonych kartek dla zawodników Jagiellonii. Jeszcze do przerwy pojedynek był w miarę wyrównany. Dopiero później nastąpił show poznaniaków, szczególnie w wykonaniu peruwiańskiego duetu Quinteros-Cueto.

GKS Bełchatów – Górnik Zabrze 0:0 (0:0)

Bezbramkowy remis pomiędzy dwiema drużynami ze środka tabeli. Dużo walki w środku pola, a fauli i żółtych kartek było zdecydowanie więcej niż emocji.

Odra Wodzisław – Polonia Bytom 0:2 (0:2)Wolański 8. i 17.

Spotkanie zaczęło się odważnymi atakami gości, co zaowocowało dwoma golami Wolańskiego. W dalszej części meczu gracze Odry stworzyli wiele sytuacji, lecz nie wykorzystali karnego, uderzali w słupki albo w dobrze dysponowanego Peskovica – a gdy w końcu Sławomir Szary trafił do bramki, sędzia odgwizdał spalonego.

Zagłębie Lubin – Cracovia Kraków 3:1 (2:0) Iwański 30. i 42., Pawłowski 83. – Tupalski 88.

Dwa trafienia Iwańskiego w pierwszej połowie ustawiły mecz. Po drugim z nich wywiązała się na boisku bijatyka, a z gry wyrzucony został Marcin Cabaj. Pod koniec meczu wynik podwyższył Pawłowski, na co goście odpowiedzieli honorowym trafieniem Tupalskiego.

Ruch Chorzów – Legia Warszawa 0:0 (0:0)

Trener Urban wystawił rezerwowy skład, który stoczył wyrównaną potyczkę z piłkarzami Ruchu. Gospodarze mogli jednak odnieść zwycięstwo – na przeszkodzie stanął im sędzia, który niesłusznie nie podyktował rzutu karnego w końcówce meczu.

Korona Kielce – Groclin Grodzisk 1:1 (0:0) Sobolewski 71. – Sikora 90.

Przeważający Groclin długo nie mógł strzelić bramki, w czym spora zasługa świetnie broniącego Kowalewskiego. W drugiej połowie groźniej zaatakowała Korona, obejmując prowadzenie po strzale Sobolewskiego. Punkt dla gości uratował w zamieszaniu podbramkowym niezawodny Adrian Sikora.

Wisła Kraków – ŁKS Łódź 5:2 (0:2) Diaz 48., Zieńczuk 77., Paweł Brożek 79. i 90., Paulista 82. – Jovino 10., Arifović 25.

Do przerwy pachniało sensacją – po bramkach Jovino i Arifovica prowadzili goście. W drugiej odsłonie nastąpił jednak zryw Wisły, która w końcówce zaaplikowała rywalom kilka trafień i pewnie wygrała.

Plusy

Grzegorz Podstawek i Janusz Wolański. W dużej mierze stanowią o obecnej sile Polonii Bytom. Podstawek znakomicie dogrywa do kolegów z zespołu, co szczególnie dało się zauważyć przed tygodniem. Z kolei Wolański pełni rolę egzekutora – w wygranym meczu z Odrą Wodzisław strzelił obydwie bramki, a mógł nawet cztery.

Wojciech Kowalewski. Doświadczony golkiper nie utracił jeszcze nadziei na miejsce w kadrze na Euro 2008. Jego znakomitym interwencjom koledzy z Korony zawdzięczają, że z Groclinem stracili tylko jedną bramkę. Leo Beenhakker będzie miał ból głowy, kogo nie zabierać na Euro: Kowalewskiego, Kuszczaka czy też Fabiańskiego.

Tomas Jirsak. Być może najlepszy rezerwowy Orange Ekstraklasy. Jego wejście ożywiło Wisłę w konfrontacji z ŁKS. Świetnie rozgrywał, zaliczył też dwie asysty. Być może w kolejnym sezonie częściej będzie się pojawiał w wyjściowej jedenastce mistrzów Polski.

Minusy

Marcin Cabaj. Kara usunięcia z boiska dla bramkarza już sama w sobie jest rzadkim wydarzeniem, natomiast dwie czerwone kartki w dwóch kolejnych spotkaniach to już naprawdę niecodzienny wyczyn. Marcin Cabaj do niedawna słynął głównie z „głupich” bramek, obecnie jednak jest bardziej rozpoznawany jako najbardziej gwałtowny bramkarz ligi, bezpardonowo atakujący rywali – również po strzeleniu gola. Być może Maciej Iwański nieco przesadził z teatralnym upadkiem boisko, jednak sam gest Cabaja – absolutnie niedopuszczalny.

Jakub Rzeźniczak. Defensor Legii o mały włos nie pozbawił swojej drużyny remisu. Ewidentnie spóźniona interwencja kwalifikowała się na rzut karny dla Ruchu Chorzów, jednak arbiter pomylił się i faulu nie odgwizdał. Rzeźniczak usłyszał jednak zapewne kilka cierpkich słów od trenera Urbana po zakończeniu meczu.

Cleber Guedes. Grał tak słabo, że trener Skorża zdecydował się go zdjąć już po półgodzinie gry. Schodząc do szatni, Brazylijczyk nie podał nawet ręki szkoleniowcowi. Przypomina się sytuacja Mariusza Lewandowskiego ze spotkania Kazachstan – Polska i jest to o tyle zaskakujące, że Cleber wydawał sie do tej pory najpewniejszym filarem obrony Wisły.

Bohater kolejki

Anderson Cueto. Półtora roku temu bohaterem na Bułgarskiej był Henry Quinteros, teraz pałeczkę po nim przejął inny Peruwiańczyk – Anderson Cueto. Sprowadzony zimą, dopiero po raz drugi wystąpił od pierwszych minut w ligowym meczu Lecha. Przez niemal całe spotkanie przeprowadzał groźne akcje lewym skrzydłem, strzelił dwa gola, a potężne uderzenie przy pierwszym z nich było rzadkiej urody. Zaliczył też asystę przy bramce Zająca. Ponoć niektórzy poznańscy kibice zaczynają go już porównywać do Brazylijczyka Robinho.

Bramka kolejki

Ensar Arifović. Po szybkim kontrataku prawym skrzydłem, Bośniak zdecydował się na zaskakujące uderzenie z linii pola karnego. Wysunięty Ilie Cebanu nie zdążył zareagować – piłka przelobowała go i tuż pod poprzeczką wpadła do bramki.

Kontrowersje

Ukah faulował Komorowskiego? Piłkarze z Sosnowca, prowadząc z Widzewem, poszukiwali drugiego gola. Po jednym ze starć w polu karnym dość teatralnie upadł Marcin Komorowski. Powtórki pokazały jednak, że Ukah go nie faulował, a Komorowski szukał karnego i sam próbował zostawić nogę. Sędzia powinien był nawet ukarać go żółtą kartką.

Wasiluk wyleciał niesłusznie? Dużo wątpliwości wzbudziła pierwsza czerwona kartka dla Jagiellonii. Marcin Wasiluk wprawdzie uderzył ręką w twarz jednego z lechitów, ale zrobił to raczej przypadkowo, nawet nie widząc nadbiegającego rywala.

Oszust Micanski? Nie wystarczył Odrze jeden rzut karny, by strzelić gola – poszukiwała więc drugiego. Po jednym z dośrodkowań piłki nie sięgnął Iljan Micanski, sugerował jednak, że popychał go obrońca Polonii, Jakub Dziółka. Powtórki pokazały, że karny raczej się nie należał i taką też decyzję podjął sędzia.

Stasiak faulował Dudzica?Obrońca Zagłębia dość bezpardonowo odpychał wbiegającego w pole karne Bartłomieja Dudzica z Cracovii. Sędzia uznał jednak, że faulu nie było. Dudzic szybko zrewanżował się, chwytając Stasiaka za… nogę.

Radwański w ślady Cabaja? Zdaniem obserwatorów, czerwona kartka w meczu Zagłębie – Cracovia należała się nie tylko Marcinowi Cabajowi. Zasłużył na nią również Krzysztof Radwański, który w bijatyce – jaka wywiązała się po starciu Cabaja z Iwańskim – powalił na ziemię Michała Stasiaka. Sędzia dość ulgowo potraktował jednak uczestników zamieszania, chyba nie chcąc psuć dalszej części meczu.

Ruchowi należał się rzut karny? Największą pomyłką sędziego w minionej kolejce było niepodyktowanie rzutu karnego dla Ruchu Chorzów w 77. minucie spotkania z Legią. Piotr Ćwielong został wyraźnie podcięty przez powracającego Jakuba Rzeźniczaka. Gwizdek arbitra jednak milczał, a po chwili wskazano na rzut rożny – mimo iż obrońca Legii nawet nie dotknął piłki, faulując Ćwielonga.

Warte odnotowania

Powrót Dolhy. Franciszek Smuda już przed tygodniem wspominał, że rumuński bramkarz jest w świetnej formie. Po słabszym występie Krzysztofa Kotorowskiego z Cracovią, Dolha dostał szansę gry. Czy jednorazową? Nie wiadomo. Pamiętajmy, że jeszcze rok temu był uznawany za najlepszego bramkarza Orange Ekstraklasy.

Paradoks beniaminków. Fatalnie spisują się w ostatnich tygodniach Zagłębie Sosnowiec (mimo zwycięstwa z Widzewem, pogodzone ze spadkiem) i Jagiellonia Białystok. Z kolei Polonia Bytom – przed sezonem skazywana na pożarcie – nie przegrała od pięciu spotkań, zaś najwyżej w tabeli jest Ruch, którego przed sezonem nie chciano nawet dopuścić do rozgrywek. Przewidywania ekspertów dotyczące beniaminków znów wzięły więc w łeb.

Dziennikarzom mówimy nie. Trener Cracovii, Stefan Majewski, był tak zdenerwowany po porażce z Zagłębiem Lubin, że zabronił swoich zawodnikom udzielać wywiadów i komentarzy prasowych. Warto dodać, że w czasie meczu sam był blisko odesłania na trybuny.

Zieliński kontra Zieliński. Pojedynek dwóch trenerów o tym samym imieniu i nazwisku – tym razem na remis. Groclin zremisował z Koroną, jednak w perspektywie całego sezonu górą był Zieliński z Grodziska. Po pierwsze, w rundzie jesiennej Dyskobolia wygrała aż 4:0, a po drugie – właśnie jego zespół wciąż walczy o europejskie puchary.

Przełamanie Jovino. Napastnik ŁKS potrzebował dziesięciu spotkań, by trafić do bramki rywali. Warto podkreślić, że we wcześniejszych meczach okazji wcale mu nie brakowało. Być może uregulowany celownik Brazylijczyka wpłynie pozytywnie na całą łódzką ekipę, która już w minionej kolejce była bliska sprawienia dużej niespodzianki.

Reprezentanci

Wojciech Kowalewski: 90 minut, 1 gol przepuszczony, kilka dobrych interwencji.

Adam Kokoszka: 90 minut
Jakub Wawrzyniak: 90 minut, o mało nie spowodował rzutu karnego dla rywali
Dariusz Dudka: nie grał

Łukasz Garguła: 90 minut, aktywny, kilka strzałów na bramkę
Michał Goliński: 54 minuty, czerwona kartka w konsekwencji dwóch żółtych
Radosław Majewski: 61 minut, kilka niecelnych strzałów
Rafał Murawski: 90 minut, kilka niecelnych strzałów
Michał Pazdan: 90 minut
Wojciech Łobodziński: 72 minuty

Radosław Matusiak: nie grał
Tomasz Zahorski: 90 minut

W następnej kolejce

7 maja, 19.00 Groclin Grodzisk – Wisła Kraków
7 maja, 19.00 Jagiellonia Białystok – Legia Warszawa
7 maja, 19.00 Korona Kielce – Widzew Łódź
7 maja, 19.00 Zagłębie Sosnowiec – GKS Bełchatów
7 maja, 19.00 Polonia Bytom – Lech Poznań
7 maja, 19.00 ŁKS Łódź – Ruch Chorzów
7 maja, 19.00 Górnik Zabrze – Zagłębie Lubin
7 maja, 19.00 Cracovia Kraków – Odra Wodzisław

Autor artykułu: Seweryn Lipoński

Koniec kolejek w warszawskich urzędach?

Tuesday, May 6th, 2008

Na pewno każdy z nas czuje wstręt i zdenerwowanie, gdy mija termin rozliczenia z urzędem skarbowym, zapłacenia podatku, zarejestrowania samochodu czy złożenia wniosku o wydanie dowodu. Biurokracja w Polsce jest ogromna a załatwienie nawet najprostszej sprawy wymaga ogromnej cierpliwości. Mimo obietnic kolejnych rządów sytuacja nie ulega znaczącej poprawie. Wystarczy zapytać osoby, które mają zamiar rozpocząć prowadzenie działalności gospodarczej. Warszawa, jako stolica i największe miasto, również ma w kwestii obsługi mieszkańców sporo do nadrobienia. Tym bardziej zasługuje na uwagę decyzja władz, mająca na celu w sposób znaczący poprawić szybkość i skuteczność pracy urzędu. Jak zatem ESP może nam pomoc?

Podstawowym warunkiem jest posiadanie przez petenta elektronicznego podpisu. Po przesłaniu pisma do Urzędu Miasta, składający podanie otrzyma drogą mailową odpowiedni dokument potwierdzający wniesienie sprawy do urzędu (Urzędowe Potwierdzenie Odbioru).

Wszystkie wzory pism, wraz ze szczegółowymi objaśnieniami dotyczącymi załatwiania poszczególnych spraw, instrukcjami, jak wypełnić wniosek oraz podstawami prawnymi, zostaną zamieszczone na internetowej stronie Biuletynu Informacji Publicznej Urzędu.

Warszawski Ratusz obiecuje, że katalog spraw będzie sukcesywnie rozbudowywany. Do tej pory za pomocą Elektronicznej Skrzynki Podawczej można składać podania m.in. w sprawach prowadzenia działalności gospodarczej (wniosek o wydanie zaświadczenia potwierdzającego dane objęte ewidencją działalności gospodarczej, zgłoszenie wpisu do ewidencji działalności gospodarczej), sprawach obywatelskich (wniosek o udostępnienie danych ze zbiorów meldunkowych, zbioru PESEL, ewidencji wydanych i utraconych dowodów osobistych, wniosek o wpisanie wyborcy do rejestru wyborców), udostępniania informacji publicznej oraz działalności Urzędu Stanu Cywilnego (wniosek o wydanie odpisu aktu urodzenia).

Dodatkowym udogodnieniem dla mieszkańców jest wymiana elektronicznej korespondencji miedzy Ratuszem a innymi instytucjami użyteczności publicznej, m.in. Zakładem Ubezpieczeń Społecznych, Regionalną Izbą Obrachunkową, Głównym Urzędem Statystycznym i Generalnym Inspektoratem Ochrony Danych Osobowych.
- W tym celu zakupiono zestawy do składania bezpiecznego podpisu elektronicznego dla przedstawicieli stołecznego Ratusza. W kwalifikowany podpis elektroniczny w Urzędzie m.st. Warszawy na początku maja zaopatrzonych będzie 8 urzędników (Prezydent Miasta, Zastępcy Prezydenta, Sekretarz, Skarbnik oraz kierownictwo Gabinetu Prezydenta) a docelowo – wszyscy Urzędnicy, którym podpis elektroniczny jest niezbędny do wykonywania obowiązków służbowych – czytamy na stronie Urzędu m.st. Warszawy.

Warto przypomnieć, ze internet jest wykorzystywany w pracy ratusza, choć na mniejsza skale. Za pomocą strony internetowej www.um.warszawa.pl jesteśmy w stanie zarejestrować firmę, zmienić jej dane, odszukać interesujących nasz przedsiębiorców. Bardzo pożyteczna jest możliwość zarejestrowania lub wyrejestrowania samochodu oraz dostępność wniosków i zezwoleń o sprzedaż alkoholu.

Wobec coraz szybciej postępującej informatyzacji kraju podobne pomysły zasługują na brawa i jak największe promowanie. Takie rozwiązanie problemu kolejek coraz bardziej zbliża nas do krajów zachodnioeuropejskich, gdzie podobne praktyki są codziennością. Informatyzacja to jedna sprawa, a tworzenie jasnego, przyjaznego obywatelom prawa to drugie. W tej kwestii jesteśmy nadal na szarym końcu Europy, warto wiec zwrócić szczególną uwagę na to, by działania na rzecz poprawy tego stanu rzeczy rozłożone były równomiernie. Gdy tak się stanie, z pewnością wizyta w najbliższym urzędzie nie będzie dla nas kolejną udręką.

Autor artykułu: Dariusz Nowosielski

Warszawa zarabia krocie na tym, że brakuje parkingów

Monday, May 5th, 2008

Wystarczy wyjść na ulice Warszawy, żeby zobaczyć dramatyczne zmagania kierowców o miejsce parkingowe. To nie lada problem nie tylko w okolicach biurowców i centrów handlowych, ale także na osiedlach mieszkaniowych. Na karach za nieprawidłowe parkowanie miasto zarabia masę pieniędzy. Po co więc ma dbać o parkingi?

Dane dotyczące wykroczeń drogowych na terenie Warszawy mówią same za siebie. – Od pierwszego stycznia do dwudziestego kwietnia 2008 roku Straż Miejska m.st. Warszawy wystawiła 14 000 mandatów, około 51 000 wezwań na komendę i około 1000 wniosków o wszczęcie postępowania przed sądem grodzkim. Łączna liczba wszystkich interwencji wyniosła 66 500. Pieniądze z mandatów spływają do kasy miasta. Od początku roku Warszawa zarobiła na nich 2 miliony 154 tys. zł. Około dziewięćdziesięciu procent wykroczeń stanowią błędy w parkowaniu samochodów – twierdzi Tomasz Dymko, pracownik biura prasowego straży miejskiej m.st. Warszawy.

Warto jednak zwrócić uwagę na regulacje miasta stołecznego Warszawy dotyczące liczby miejsc parkingowych, w stosunku do terenów zabudowanych. Są one różne w zależności od dzielnicy miasta. Tworzą także trzy rodzaje stref: biura i urzędy, tereny handle i usługowe, tereny mieszkalne. Dla przykładu podaję dane dotyczące ścisłego centrum. Regulacje w kolejnych strefach wynoszą odpowiednio: w pierwszej nie więcej niż 5 miejsc na 1000 m. kw., w drugiej 10 miejsc na 1000 m. kw., a w trzeciej jedno lub mniej miejsc na 1000 m. kw.

Co może spotkać kierowców?

Straż miejska sumiennie kara kierowców, którzy nie mają gdzie parkować. Jest kilka rodzajów kar za złe zaparkowanie samochodu: mandat, pouczenie, wniosek do sądu grodzkiego, odholowanie pojazdu, założenie blokady na koła. Jeśli kierowca zostawi źle zaparkowany samochód, to straż miejska zostawia wezwanie za wycieraczką samochodu i kierowca ma obowiązek zgłoszenia się do najbliższego oddziału służb. Na miejscu wyciągane są konsekwencje wobec kierowcy. Jeśli kierowca się nie zgłosi, straż miejska kontaktuje się z policją, która udostępnia jej swoja bazę. W ten sposób ustalane jest nazwisko właściciela pojazdu i jego adres. Wtedy do kierowcy wysyłane jest listownie kolejne wezwanie lub druk do zapłacenia mandatu. Jeżeli ukarany będzie ignorował przychodzące listy i zawiadomienia, i nadal będzie parkował w miejscach niedozwolonych może liczyć się z tym, że pewnego dnia wróci do samochodu, na którego kołach będą założone blokady. Aby je zdjąć, będzie musiał uregulować wszystkie zaległe należności i kary.

Dla przykładu, jeśli pojazd został ustawiony pod znakiem zakaz wjazdu, służby mają prawo ukarać jego właściciela pięcioma punktami karnymi i mandatem od 20 do 500 zł. Ale najczęściej za złe zaparkowanie samochodu otrzymuje się jeden punkt karny i mandat wysokości 100 zł. Punkty karne, na wniosek straży miejskiej, daje policja.

O tym, że czasem pomiędzy zaparkowane samochody trudno jest wetknąć choćby szpilkę możecie się przekonać oglądając naszą fotogalerię.

Autor artykułu: Justyna Kostrzewska

II liga Polska: Lechia zwycięża w meczu na szczycie

Tuesday, April 1st, 2008

W drugoligowej tabeli panuję niezwykły ścisk i każdy mecz może okazać się niezwykle ważny na koniec sezonu. Obecnie na przedzie tabeli jest Piast Gliwice przed Lechią Gdańsk, 3 miejsce premiowane grą w barażach zajmuję Śląsk Wrocław.

Gdy w 64 minucie Andrzej Rybski wchodził na boisko w Gdańsku, Lechia przegrywała z Polonią 1:0. Jednak “Rubik” odmienił losy spotkania, najpierw popisał się ładną asystą, a potem sam pokonał bramkarza “Czarnych Koszul” i Lechia po raz kolejny w tym sezonie sięgnęła po komplet punktów na swoim stadionie.

Rybski bohaterem przy Traugutta
Pierwsza połowa była bezbarwna w wykonaniu obu drużyn, brakowało składnych akcji, płynnej gry i groźnych strzałów na bramkę. Jednak od początku drugiej połowy było wiadomo, że będziemy świadkami emocjonującego spotkania, chwilę po wznowieniu gry po przerwie prowadzenie gościom z Warszawy dał były reprezentant kraju, Radosław Gilewicz. Bramka padła po nieco przypadkowym zagraniu, lecz wykończenie akcji przez filigranowego napastnika Polonii było perfekcyjne.

Od tego momentu Lechia zaczęła grać niezwykle ambitnie, do boju zachęcali ich żywiołowo reagujący kibice, którzy w komplecie zjawili się na stadionie przy ulicy Traugutta. Decydującym momentem spotkania było wprowadzenie Andrzeja Rybskiego, były napastnik Widzewa zagrał bardzo dobrze i miał udział przy obu bramkach. Już 3 minuty po wejściu na boisko obsłużył dokładnym podaniem, najlepszego na boisku, Pawła Buzałe, a popularny “Buzi” strzelił precyzyjnie obok interweniującego Liberdy. W tym momencie trybuny na Traugutta wybuchły.

W 76 minucie Lechia przeprowadziła decydującą akcję o losach spotkania. Piłka dotarła na lewe skrzydło do Macieja Rogalskiego, który wrzucił ją w pole karne, a tak dopadł do niej Rybski, który strzałem z powietrza pokonał bramkarza gości. Kibice byli w ekstazie. Już można było poczuć jak Gdańsk jest spragniony piłki w najwyższej klasie rozgrywkowej. Cały stadion przez 90 minut na stojąco dopingował swoich ulubieńców w sposób, który na pewno mógł się podobać.

Po meczu kibice długo skandowali imię i nazwisko trenera “Biało-zielonych”, Dariusza Kubickiego, który poprowadził Lechię do kolejnych trzech zwycięstw na zapleczu ekstraklasy. Do najlepszych zawodników na boisku należeli Hubert Wołąkiewicz, który świetnie kierował obroną gospodarzy. Jednak na placu gry najlepiej spisywał się Paweł Buzała, który był wszędzie, strzelał, podawał, biegał na skrzydle i w środku, pokazał na co go stać i kibice w Gdańsku liczą na jego dobrą dyspozycję w kolejnych meczach. Trenera Kubickiego może jedynie martwić to, że boisko z urazem opuścił ulubieniec kibiców przy Traugutta i pewny punkt obrony, Paweł Pęczak.

Niespodzianka w Łowiczu
Ostatni w tabeli Pelikan Łowicz podejmował lidera, Piasta Gliwice. Gospodarze pokazali już w meczu z Arką, że nie są “kelnerami” i po raz kolejny postarali się o niespodzianką, remisując z “Piastunkami”. Obie drużyny po meczu były niezadowolone z remisu, jednak podział punktów był rozstrzygnięciem sprawiedliwym. Piast, aby awansować do ekstraklasy nie może pozwolić sobie na stratę punktów z drużynami z dołu tabeli, a Pelikan na pewno marzy jeszcze o utrzymaniu i mecze na swoim stadionie powinien wygrywać, nawet z najsilniejszymi drużynami.

Bliżej zdobycia pełnej puli był lider tabeli, który w 66. minucie miał najlepszą okazję do zdobycia bramki. Z rzutu wolnego uderzał Michał Szczyrba, a piłka uderzyła w słupek, a dobitkę z pięciu metrów jednego z napastników Piastu obronił Ludwikowski.

GKS Katowice w świetnym stylu pokonał Arkę …
i zatarł kiepskie wrażenie z poprzedniego spotkania. Mecz stał na wysokim poziomie i była to głównie zasługa gospodarzy. “Gieksa” od początku narzuciła swój styl gry i po 17. minutach prowadziła 2:0, a bramki zdobywali Wijas i Mikulenas. Jeszcze przed przerwą Arka doprowadziła do wyrównania, po dwóch strzałach Wachowicza, a mogła nawet objąć prowadzenie, lecz strzał Karwana w fantastycznym stylu obronił Gorczyca.

Rozstrzygająca akcja miała swoje miejsce w 51. minucie. Strzelcem decydującego o zwycięstwie gola był Kaliciak, a z pomocą przyszła mu …. kałuża. Wydawało się, że za mocno wypuścił sobie piłkę, lecz ona ugrzęzła w kałuży i idealnie ustawiła się do strzału i Andrzej Bledzewski chwilę później wyciągał piłkę z siatki.
Arka jest w kryzysie i awans do Ekstraklasy się oddala, tak grająca drużyna z Gdyni może zapomnieć o tym, że za rok znów będzie występowała w najwyższej klasie rozgrywkowej.

Śląsk się obudził
Po serii porażek wreszcie po pełną pulę sięgnęli podopieczni Ryszarda Tarasiewicza. Pokonali jeden ze słabszych zespołów, ŁKS Łomża. Od początku spotkania Wrocławianie osiągnęli wyraźną przewagę i zasłużenie pokonali zespół przyjezdny, a trzy zdobyte bramki to najmniejszy wymiar kary jaki mógł spotkać Łomżan. Bohaterem spotkania został Petr Pokorny, który dwukrotnie pakował piłkę do siatki.

Wyniki 23. kolejki II ligi:
Lechia Gdańsk- Polonia Warszawa 2:1
Pelikan Łowicz – Piast Gliwice 0:0
Znicz Pruszków – Stal Stalowa Wola 1:1
Warta Poznań – GKS Jastrzębie 3:0
Podbeskidzie Bielsko-Biała – Wisła Płock 4:0
GKS Katowice – Arka Gdynia 3:2
Śląsk Wrocław – ŁKS Łomża 3:0
Kmita Zabierzów – Tur Turek 2:0
Motor Lublin – Odra Opole 1:1

Autor artykułu: Adam Baranowski

Nie popuścił urzędnikom, odzyskał działkę i został milionerem

Tuesday, April 1st, 2008

Tadeusz Koss po 15 latach walki z polskimi sądami i urzędnikami odzyskał swoją działkę w parku u zbiegu Świętokrzyskiej i Marszałkowskiej przy Pałacu Kultury i Nauki. 14 arów ziemi w centrum Warszawy wróciło do swojego właściciela, który z dnia na dzień stał się milionerem. Działka jest bowiem warta aż 8 milionów euro.

Sprawa jest precedensem, otwiera bowiem furtkę dla innych wywłaszczonych właścicieli, którzy też mogą się ubiegać się o zwrot działek w sercu stolicy. Czy sprawa Tadeusza Kossa rozbudzi nadzieję tysięcy ludzi w tej samej sytuacji?

Nie ma dokumentów – nie ma ziemi

Pan Tadeusz zapytany jak to się stało, że jako jeden z niewielu spośród 20 tysięcy osób wywłaszczonych na mocy dekretu Bieruta z 1945 roku odzyskał ziemię, odpowiada, że po prostu zgromadził niezbędne dokumenty. Ubieganie się o zwrot działki jest możliwe jedynie, jeżeli w latach 40. został złożony wniosek w trybie artykułu 7. dekretu nadającego własność ziemi. Czy jest możliwe odzyskanie nieruchomości, jeśli taki wniosek nie został złożony? – Raczej nie – odpowiada pan Tadeusz. – Chyba że decyzja o przejęciu działki na rzecz skarbu państwa nie została oficjalnie uznana.

Gertruda Jakubczyk-Furman z Biura Gospodarowania Nieruchomościami z Wydziału ds. Dekretowych i Związków Wyznaniowych mówi Wiadomościom24.pl, że należy także przedłożyć dokumenty potwierdzające, że jest się prawowitym spadkobiercą. Inne dokumenty ustalane są przez właściwe urzędy: przeważnie trzeba dostarczyć zaświadczenia hipoteczne lub zaświadczenia o ewidencji gruntu. – Zazwyczaj urzędnicy pomagają petentom w zgromadzeniu potrzebnych materiałów i na bieżąco informują co jeszcze powinni dostarczyć – mówi pani Gertruda. – Do tej pory złożono 17 tysięcy takich wniosków, rozpatrujemy tylko te złożone między 1946 a 1949 rokiem. Statystyki prowadzone od 1990 roku wskazują na to, że 2300 nieruchomości wróciło do właścicieli. Także nie warto tracić nadziei.

Gdzie Kaczyński nie może, tam Hanka pomoże

- Muszę powiedzieć, że to jest zasługa pani Hanny Gronkiewicz-Waltz – mówił Tadeusz Koss w audycji dla RMF FM pytany o ludzi, którzy mu pomogli. – Jako pierwszy prezydent przyjęła mnie na audiencji w maju ubiegłego roku i po dwudziestominutowej rozmowie podjęła decyzję, że dosyć tych przepychanek. Zobowiązała dyrektorów Biura Gospodarki Nieruchomościami do przygotowania decyzji o zwrocie. – I chwała jej za to – skomentował w rozmowie z Wiadomości24.pl właściciel odzyskanej działki. – To tylko dzięki niej mi się udało. Prezydent Kaczyński miał typowo socjalistyczne podejście do spraw własności, nic nie mogłem u niego wskórać, nie mówiąc o panu Święcickim. Pani profesor Waltz ratuje wizerunek Polski w Europie, ona jako jedyna pokazuje, że w naszym kraju też może zwyciężyć sprawiedliwość – dodaje.

(Nie)kończąca się opowieść…

Na mocy dekretu Bieruta z 1945 roku rodzina Kossów utraciła nieruchomość przy ulicy Zielnej na rzecz państwa. W tym samym roku jednak właściciel odzyskał nieruchomość i zaczął budować na niej dom. W 1947 został wezwany do Urzędu Bezpieczeństwa, kiedy wrócił, na placu nie było nic: władza zburzyła wszystko, co udało mu się wybudować. Potem nastąpiła długa przerwa w batalii.

Walka Tadeusza Kossa o swoją własność rozpoczęła się już po 1989 roku, kiedy wystąpił do burmistrza Warszawy z prośbą o zwrot nieruchomości. Usłyszał jednak, że musi poczekać na aktualizację ustawy reprywatyzacyjnej. Więc czekał. Jednak szybko zorientował się, że to czekanie nic nie da. Postanowił więc w 1993 zwrócić się do Ministerstwa Gospodarki z wnioskiem o anulowanie decyzji z 1951. W 1995 roku minister ponownie przekazał tę sprawę prezydentowi Warszawy, aby ustanowił prawo do gruntu, jednak ten odmówił. Koss zaskarżył więc decyzję w Samorządowym Kolegium Odwoławczym, które odsyłało sprawę do prezydenta… osiem razy! Jednak już w październik 1998 Tadeusz Koss zaskarżył sprawę do Naczelnego Sądu Administracyjnego, o to, że SKO nie rozstrzyga sprawy, a NSA nakazał prezydentowi Święcickiemu w ciągu 30 dni wydać decyzję o ustanowieniu własności czasowej do nieruchomości. Jednak prezydent wydał oświadczenie o zawieszeniu postępowania. W 1999 roku za namową prawnika zaskarżył polskie sądy do Trybunału w Strasburgu o nie wydawanie wyroku, łamiąc tym samym konstytucję, gwarantującą każdemu prawo do uczciwego wyroku. I w końcu wygrał. W marcu 2006 r. Trybunał przyznał Tadeuszowi Kossowi jego działkę i zasądził odszkodowanie na kwotę 7 tys. euro.

I wygrana

Warszawskie samorządy wiedzą, że kolejni wywłaszczeni mogą rościć prawa do ziemi w centrum Warszawy, dlatego liczą, że odsyłanie ich do kolejnych instytucji spowoduje, że zrezygnują z ubiegania się o swoje prawa. Jednak nie wolno dać się zbyć: sprawa Tadeusza Kossa jest dowodem na to, że sprawiedliwości można domagać się w ostateczności nawet za granicami kraju, a polska biurokracja nie powinna stać na przeszkodzie w dążeniu do tego, co nam się po prostu należy. – Czy można w ogóle mówić, że wygrałem? Nie sądzę – mówi Tadeusz Koss. – Po prostu moja sprawa jest dowodem na to, że sprawiedliwość zawsze zwycięży.

Walka Tadeusza Kossa o odzyskanie działki w stolicy trwała 15 lat. Wcześniej starali się o nią jego ojciec i dziadek. Koss mówi, że nie wolno się zniechęcać i tracić nadziei. Można nawet powiedzieć, że przez tych 15 lat za walkę z polską administracją rocznie zarabiał prawie 450 tysięcy euro. Dziś ten fragment parku jest wart 8 milionów euro. Zapytany, co zamierza zrobić z tą ziemią, Tadeusz Koss odpowiada: – Myślę, że będzie to teren wystawowo-reklamowy. W każdym razie żadnej gastronomii: na pewno żadnej piwiarni i żadnych kebabów!

Autor artykułu: Maria Wojtas

Uśmiech proszę!

Monday, March 31st, 2008

Pod takim hasłem 1 kwietnia w dziesięciu miastach Polski odbędą się happeningi “Kampania Uśmiechu” . Organizatorem II edycji tego happeningu jest stowarzyszenie WIOSNA.

Kwiaciarnia Internetowa – dostawa kwiatów

1 kwietnia w całej Polsce, wiosenni wolontariusze rozdadzą 200 000 uśmiechniętych naklejek, a razem z nimi – 200 000 uśmiechów. Wystarczy nakleić komuś taki znaczek i w ten sposób przekazać uśmiech dalej. (more…)

Władysław Bartoszewski w EMPIKu

Saturday, February 23rd, 2008

22 lutego o godzinie osiemnastej, w progi warszawskiego EMPIKu na ul. Marszałkowskiej zawitali prof. Władysław Bartoszewski i Michał Komar. Pan profesor, jak zawsze elegancki, nie szczędził humoru i uśmiechu.

Spotkanie z czytelnikami odbyło się w ramach promocji najnowszej książki prof. Bartoszewskiego, która nosi tytuł “…mimo wszystko. Wywiadu rzeki księga druga”, będącej zapisem rozmów niedawnego jubilata z Michałem Komarem – młodszym kolegą. Jak twierdzi sam polityk – wielką sztuką i osiągnięciem jest podtrzymywać dialog międzypokoleniowy. “Moi rówieśnicy albo pomarli, albo wegetują…”- śmieje się Bartoszewski.

Do pojęcia “człowiek” powracał profesor Bartoszewski w “wykładzie”, jak sam określił swą wypowiedź, kilka razy. “Ten jest z Ojczyzny mojej. Ten jest człowiek”- mówił o współcierpiących z czasów młodości, kiedy to budował swoją tożsamość narodową, kulturową, ogólnie rzecz biorąc, społeczną. Jak sam stwierdził są dwa słowa – klucze, tłumaczące promowaną dziś książkę. Są nimi: dialog i wspinanie się, dziś określane mianem “samodoskonalenia”.

Wydaje się, że spotkanie było kolejnym szczeblem drabiny, służącej budowaniu dialogu społecznego profesora i młodego pokolenia. Choć wśród obecnych nie brakowało ludzi dojrzałych wiekiem, to zdecydowaną większość stanowili ludzie młodzi. Jest to najlepszy dowód na to, że osiemdziesięciosześcioletni Władysław Bartoszewski to ktoś, kto swym uporem, asertywnością, radością “mimo wszystko”, potrafi zjednać sobie młodych i poszukujących. Abstrahując bowiem od polityki, potrafił, i nadal potrafi, zbudować swój wizerunek śmiałością i odwagą w kontaktach międzyludzkich, gwałtownością, połączoną z niezwykłym ciepłem oraz cierpliwością w budowaniu więzów społecznych.

Ujmującym jest fakt, że tak utytułowany i szanowany człowiek potrafi i lubi śmiać się z samego siebie. “Człowiek w tym wieku nie zaczyna niczego nowego. Czasami coś kontynuuje, czasami przedłuża jakieś możliwości. Na uczelni może pracować nawet do siedemdziesiątki, jeżeli ma odpowiednie tytuły naukowe. W pewnych zawodach może być wykorzystywany jako ekspert, ale generalnie jest to końcówka, podczas kiedy ja, mając lat 68 zostałem ambasadorem” – mówi prof. Władysław Bartoszewski. Dla niego samego stanowi to pewien fenomen, bo jak wspomniał w trakcie dzisiejszego spotkania: “Nie szczycę się normalnością, bo do normalnych nie należę”. Czyżby, mówiąc to, miał na myśli stwierdzenie: ” Ja po prostu lubię lubić ludzi, bo czemu nie sprawiać przyjemności i sobie, i innym, jeśli tylko można? Czemu nie żyć przyjemnie, i nie uprzyjemniać życia innym, kiedy ma się ku temu okazję?”

Na tym chyba polega fenomen Władysława Bartoszewskiego, że sam, odżegnując się od polityki i od ironizowania na temat określonych jej opcji i ludzi, a jednocześnie przytaczając słowa z literatury dla dzieci Kornela Makuszyńskiego czy Zofii Kossak, stara się budować nie opcje polityczne, a opcje społeczne, oparte na dialogu i porozumieniu, fakt, z odrobiną absolutnie nie egoistycznego samodoskonalenia, ale zbudowanego na fundamencie chęci rozmowy z drugim człowiekiem. Bo chyba przekornymi tylko były słowa: ” Ja wytrzymam i kolejne rozmowy z panem Michałem Komarem, ale nie wiem, czy on wytrzyma ze mną”.

Autor artykułu: Ewelina J. Kuczborska

Dziwny gol przy Łazienkowskiej

Wednesday, February 20th, 2008

Piłkarze Legii przegrali z GKS-em Katowice 0:1 w swoim ostatnim meczu sparingowym przed rozpoczynającą się w weekend rundą wiosenną Orange Ekstraklasy. Jak grali legioniści? Lepiej nie pytać…

Spotkanie rozegrano na stadionie przy ulicy Łazienkowskiej. Zgodnie z zapowiedziami trener Jan Urban posłał do boju rezerwowy skład Legii. W pierwszej jedenastce znaleźli się młodzi: Maciej Rybus, Adam Frączczak, czy Ariel Borysiuk. Po boisku biegali także bardziej doświadczeni: Aleksandar Vuković (nie zagra w sobotę z Groclinem z powodu kartek), reprezentant Jakub Wawrzyniak oraz wieczny talent Maciej Korzym. Debiut przy Łazienkowskiej zaliczył natomiast Mario Booysen. Mecz obejrzało około 700 fanów warszawskiej drużyny.

Kibice gola nie widzieli

Najzabawniejsze jednak, że większość z nich nie widziała bramki, a ta była dość zabawna. Całe zamieszanie zaczął spiker, który w 6. minucie meczu poinformował zebranych, że na stadionie jest Leo Beenhakker. I rzeczywiście Don Leo siedział na trybunie honorowej. Kibice, zaczęli bić brawo selekcjonerowi i wszyscy jak jeden mąż wypatrywali siwej czupryny Beenhakkera. Wtedy usłyszeli gwizdek arbitra i z niedowierzaniem spojrzeli na boisko. GKS zdobył gola. Zagubił się także spiker, który zanim podał strzelca bramki musiał poprosić o podpowiedź zawodników z ławki rezerwowych.

A było tak

Faulował Ariel Borysiuk. GKS wykonywał rzut wolny z około 40 metrów. Bramkarz Legii postanowił wyjść sobie z bramki, żeby poinstruować obrońców jak mają ustawić się w murze. Zawodnicy z Katowic szybko wznowili jednak grę i Bartosz Iwan strzałem z dużej odległości trafił do pustej siatki. Gdzie był Skaba? Co robili obrońcy? Szkoda gadać.

Słaba gra Legii, GKS-u nie lepsza

W kolejnych minutach, właściwie do końca spotkania, z boiska wiało nudą. Lepsze wrażenie pozostawili po sobie z całą pewnością gracze drugoligowego GKS-u. To oni częściej atakowali i strzelali na bramkę Skaby. Legia co prawda stworzyła sobie kilka sytuacji, ale nie potrafiła ich wykorzystać. Rezerwy Legii pokazały, że brakuje im jeszcze dużo do pierwszoligowego poziomu. Owszem, Borysiuk ładnie panuje nad piłką, widać po nim potencjał, ale potrzeba jeszcze kilku lat, aby ten zawodnik mógł stanowić o sile zespołu. Bardzo słabo spisał się Vuković, Wawrzyniak, który otrzymał powołanie na przyszłotygodniowy mecz z Estonią we Wronkach, był niewidoczny. Kolejnym problemem Legii są środkowi obrońcy. Co prawda podstawowy duet stoperów Astiz-Szala, gwarantuje dobry poziom, ale o zmiennikach powiedzieć tego nie można. Błażej Augustyn jakoś nie może ustabilizować formy i udowodnić, że w Boltonie trenował nieprzypadkowo (być może zawodnik zostanie wypożyczony do Znicza Pruszków), a jedyny nabytek w zimowej przerwie Mario Booysen, co prawda zapowiada walkę o pierwszy skład i ma ambicję wielkie jak on sam, ale popełnia proste błędy, które napastnicy Wisły, Lecha, czy Korony bez problemu zamieniliby na bramki. Cieszy na pewno pojawienie się na placu gry Sebastiana Szałachowskiego, który może zwiększyć siłę ofensywną Legii na wiosnę. Podsumowując spotkanie z GKS-em w jednym słowem można tylko powiedzieć: tragedia ( o pierwszej połowie, w drugiej było ciut lepiej).

Co z transferami?

Nie będzie ich. Mirosław Trzeciak powiedział, że obecna sytuacja to wynik rozrzutności Dariusza Wdowczyka. Chyba najbardziej kuriozalnym zakupem “Wdowca” był Junior z ukraińskiej Tawriji Symferopol. Obecny budżet transferowy wynosi 500 tysięcy euro, a ta kwota nie gwarantuje zatrudnienia naprawdę dobrego zawodnika. Swego czasu włodarze klubu zapłacili tyle za Marcina Burkhardta. “Bury” może trafić do szwedzkiego IF Norrkoeping. Był tam na testach i pokazał się z bardzo dobrej strony, tak przynajmniej wynika z relacji szwedzkiej prasy. Dziś do Legii wpłynęła oficjalna oferta kupna piłkarza. Szwedzi dają 400 tysięcy euro. Legia chce 600 tysięcy i to za zawodnika, który od dłuższego czasu nie ma miejsca nie tylko w wyjściowym składzie, ale często nawet na ławce rezerwowych.

A liga rusza

Pierwszy mecz ligowy czeka Legionistów już w sobotę. Zmierzą się oni na wyjeździe z Groclinem Dyskobolią Grodzisk Wlkp. Trener Urban nie skorzysta w tym meczu z Vukovicia, Ekwueme i Choto. Najprawdopodobniej za wysuniętym Chinyamą zobaczymy chimerycznego Grzelaka, a w środku pola Gizę i Rogera. Ja co prawda wolałbym wariant z Wawrzyniakiem w środkowej linii i Gizą wystawionym za napastnikiem, ale to jedynie takie tam marzenia. I tak o wszystkim zdecyduje trener Urban i oby miał rację.

Autor artykułu: Patryk Serwański

Stołeczny Booysen

Tuesday, February 12th, 2008

Oficjalna strona internetowa Legii Warszawa poinformowała, że obrońca Mario Booysen będzie wiosną reprezentował barwy klubu z Łazienkowskiej.

Stoper rodem z Republiki Południowej Afryki trenował ze stołecznymi już od miesiąca, ale dopiero na zgrupowaniu w Hiszpanii zdołał przekonać do siebie trenera Jana Urbana. 19-latek przybył na testy z dwójką swoich kolegów, ale do uczestnictwa w obozie przygotowawczym w Alicante, został zaproszony tylko on.

- Mario jest bardzo ciekawym zawodnikiem. Pokazał na treningach i w czasie spotkań, że ma spory potencjał. Ponieważ z powodu kontuzji Dicksona mamy jedno wolne miejsce na stoperze, to w tym czasie chcemy jeszcze dokładniej przyjrzeć się temu młodemu środkowemu obrońcy – oznajmił na łamach portalu wiceprezes Legii, Mirosław Trzeciak.

Booysen jest środkowym obrońcą, obdarzonym niezłymi warunkami fizycznymi (191 cm/78 kg). Ostatnio grał dla Ajaxu Kapsztad, lidera rodzimej ligi, ale ma za sobą również występy w reprezentacjach młodzieżowych swego kraju.

Autor artykułu: Rafał Szlaga

Pojedynek Gigantów

Wednesday, December 12th, 2007

Internetowy Dziennik o Fotografii i Wideo www.swiatobrazu.pl jest organizatorem unikalnego na skalę światową wydarzenia – Pojedynku Gigantów. Po raz pierwszy w historii giganci rynku profesjonalnego druku fotografii firma Epson oraz firma HP staną naprzeciwko siebie, aby rozstrzygnąć spór o pierwszeństwo w jakości druku cyfrowego.

Uczestnicy pojedynku będą mieli niepowtarzalną okazję śledzić zmagania gigantów, którzy do rywalizacji wystawili najwyższej klasy zawodników Epson Stylus Pro 4880, Epson Stylus Pro 7800 oraz HP Designjet 2100 i HP Designjet Z3100. Zawodnicy zmierzą się z pracami wybitnego fotografa Łukasza Trzcińskiego, a walkę rozstrzygnie znakomite jury w składzie: Tomasz Gutkowski, Piotr Parvi, Paweł Żak, Tomasz Sikora oraz Tomasz Tomaszewski.

Podczas pojedynku uczestnicy wydarzenia będą mogli zapomnieć wszystkie hasła reklamowe i samodzielnie wypróbować oraz ocenić możliwości urządzeń firm Epson i HP, co na pewno okaże się bardzo cennym doświadczeniem w miesiącu, w którym kupujemy prezenty dla najbliższych. Wśród uczestników zostaną rozlosowane nagrody.

Pojedynek Gigantów odbędzie się 17 grudnia o godzinie 17 w Galerii Luksfera w Warszawie, przy ulicy Ząbkowskiej 27/31 (w Warszawskiej Wytwórni Wódek “Koneser”)

Aby wziąć udział w Pojedynku Gigantów wystarczy wysłać e-mail na adres pojedynek@swiatobrazu.pl z imieniem i nazwiskiem – liczba miejsc ograniczona, decyduje pierwszeństwo zgłoszenia, udział bezpłatny. Więcej informacji na stronie http://www.swiatobrazu.pl/pojedynek
Firma maris.pl jest wydawcą Dzienników Internetowych SwiatObrazu.pl oraz mbiznes.pl, które każdego miesiąca odwiedza ponad 100 000 unikalnych użytkowników.

O serwisie SwiatObrazu.pl
Internetowy Dziennik o Fotografii i Wideo SwiatObrazu.pl jest najstarszym (powstał w 1999 roku) oraz najczęściej odwiedzanym (ponad 80 tys. odwiedzin miesięcznie) serwisem informacyjnym poświęconym tematyce fotografii cyfrowej, cyfrowemu wideo oraz nowym technologiom przetwarzania obrazu. Zróżnicowana zawartość serwisu czyni go cennym źródłem informacji dla użytkowników zaawansowanych i początkujących. SwiatObrazu.pl dostarcza każdego dnia najświeższe informacje (aktualności, testy, artykuły, wywiady) tysiącom użytkowników sieci Internet.
SwiatObrazu.pl promuje fotografię cyfrową w Polsce (V Edycji Warsztatów Technologicznych Cyfrowa Kreacja Obrazu), od 5 lat jest Patronem Medialnym Międzynarodowych Targów Łódzkich Film Video Foto oraz organizuje konkursy fotograficzne, w których biorą udział tysiące uczestników.

O serwisie mbiznes.pl
Internetowy Dziennik Technologiczny mbiznes.pl powstał w styczniu 2007 roku w odpowiedzi na wyzwania związane z innowacyjną i konkurencyjną gospodarką, którego głównym celem jest podnoszenie poziomu technologicznego wśród przedsiębiorców.
mbiznes.pl to podstawowe źródło najnowszych informacji o technologiach, które są unikalną wartością dla każdego biznesu, które oferuje także informacje z dziedziny ekonomii, gospodarki, finansów a nawet wiadomości kulturalne. mbiznes.pl to również cenne źródło informacji o wydarzeniach sektora IT, uczestniczy we wszystkich najważniejszych wydarzeniach, publikuje wywiady z czołowymi postaciami środowiska IT. Prezentuje bezpośrednie relacje – mbizens.pl to interaktywny przekaz medialny.

Autor artykułu: