Studenci prowadzą IPN

December 12th, 2007

Na studenckim portalu widnieją teczki wielu profesorów stołecznych uczelni. Apel „Bądź naszym agentem. Donieś na swojego wykładowcę.” to zapowiedź akcji, mającej na celu wymianę informacji między studentami na temat warszawskich wykładowców

Inwigilacja Polskich Naukowców (IPN) w serwisie Cratta.pl, to w rzeczywistości katalog nazwisk profesorów, podobny do tych z prawdziwego Instytutu Pamięci Narodowej. W zbiorach teczki posiada już sporo współpracowników (jak nazywani są wykładowcy w IPN-ie) z Uniwersytetu Warszawskiego, m.in. prof. Fałkowski o którym napisano: Prowadzi wykłady niczym główny bohater “Stowarzyszenia umarłych poetów”, czy prof. Rutkowski przy którym widnieje notka “Na tych zajęciach o ósmej wszyscy śpimy, i współpracownik, i agenci.”

Agenci to oczywiście studenci, którzy donoszą. Uczynić to mogą zakładając teczkę na stronie www.ipn.cratta.pl. Dla najaktywniejszych agentów przewidziane są nagrody.

Wpisując profesora do studenckiego IPN, ocenia się go pod wieloma aspektami, np. czy toleruje drzemkę, jaki ma stosunek do spóźnialskich i ściągających oraz czy trudno u takiego wykładowcy zdobyć wpis. To wszystko składa się na ogólną ocenę (Generalny poziom współpracy), który przypisuje współpracownikowi jeden ze skrótów: LW (Lajtowy Współpracownik), OK (Współpracownik OK), WW (Wymagający Współpracownik), TW (Trudny Współpracownik).

Autor artykułu: Łukasz Trybulski

Barmańskie show w Warszawie

December 10th, 2007

Wczoraj w klubie Mirage odbył się Wielki Finał Independent Flair League – jedyne w Polsce zawody dla barmanów pracujących w stylu Flair. Dziesięciu najlepszych zawodników walczyło o 3 tys. euro.

Wielki finał odbył się w warszawskim klubie Mirage. Zakwalifikowało się do niego dziesięciu najlepszych zawodników, wyłonionych w trzech etapach eliminacji. Odbywały się w Sopocie i na Łotwie, a brało w nich udział ponad pięćdziesiąt osób, m.in z Polski, Wielkiej Brytanii, Litwy, Łotwy, Estonii.

Wśród szczęśliwej dziesiątki znalazła się jedna kobieta i dziewięciu mężczyzn – w tym jeden z Łotwy i jeden z Wielkiej Brytanii. Organizatorzy dla zwycięzcy przygotowali nagrodę w wysokości 3000 euro, dla zdobywcy drugiego miejsca 1000 euro, trzeciego 500 euro, a dla najlepszego juniora 200 euro.

Każdy uczestnik, w czasie nie dłuższym niż 7 minut, musiał wykonać trzy koktajle: long drink przygotowany na recepturze własnej, koniecznie uzupełniony Schweppesem i syropem Monin oraz koktajle obowiązkowe – wódka RedBull oraz Dry Martini. Oprócz tego zawodników obowiązywały ścisłe zakazy używania pirotechniki, otwartego ognia, iluzji, suchego lodu, zatykania nalewaków.

Za każde rozlanie lub upadek zawodnicy otrzymywali po 3 punkty karne, natomiast za przekroczenie limitu czasu, po jednym punkcie za sekundę.

Koktajle były oceniane w pięciu kategoriach – standardów barmańskich, umiejętności, różnorodności i oryginalności, charyzmy i błyskotliwości oraz rytmiki przez dwa jury – techniczne i degustacyjne. Według obydwu jury bezsprzecznie pierwsze miejsce zajął Tomasz Małek, drugie Marcin Osypiński, natomiast trzecie Marek Posłuszny.

Zobacz fragmenty pokazów barmańskich

Autor artykułu: Aleksandra Świątek

16-letnia Olga zmarła na sepsę w warszawskim szpitalu

November 19th, 2007

W sobotę, w warszawskim szpitalu, zmarła 16-letnia Olga. Najpewniej z powodu sepsy. Mama dziewczyny, przekonana o tym, że lekarze dopuścili się zaniedbań, złożyła zawiadomienie do prokuratury. Ta wszczęła już postępowanie. Oto, przysłana do Wiadomości24.pl, wstrząsająca relacja matki z ostatnich godzin życia jej córki:

We wtorek Ola była lekko przeziębiona, przeziębienie miało łagodny przebieg. Dostawała normalne leki na przeziębienie Upsarin c, witaminy, aspirynę itp. W czwartek Ola czuła się dobrze, nie było gorączki. W piątek stan dziecka był dobry. Około 21 w piątek zaczęła narzekać na silne dreszcze, miała temperaturę 39 stopni i zaczęły się torsje. Torsje nasilały się i trwały nieprzerwanie. Początkowo myśleliśmy, że to zatrucie pokarmowe lub grypa żołądkowa, ale o 5 w nocy zdecydowaliśmy pojechać na dyżur nocny i pogotowie Medicover na ulicy Bitwy Warszawskiej. Podano jej zastrzyk Torecan przeciw nudnościom oraz Ketonal na obniżenie bólu i gorączki. Zapisano jej antybiotyki (nie mogła ich przyjąć ze względu na wymioty). Dostaliśmy też skierowanie do szpitala na wypadek gdyby stan się pogorszył.

Ola była bardzo osłabiona

Stan się pogorszył, ponieważ pojawiła się biegunka. O godzinie 10 zawieźliśmy Olę na ostry dyżur w szpitalu Wolskim na Kasprzaka. Już wtedy na jej ciele pojawiło się kilka wybroczyn; dwie na twarzy i kilka w okolicach brzucha. Wstępne badania wykazały prawie całkowitą niewydolność nerek i obniżony do 2000 stan białych krwinek. Ola skarżyła się na drętwienie nóg. Innych wyników badań wstępnych nie znamy. Zadecydowano o pozostawieniu dziecka w szpitalu na oddziale II, internistycznym (pokój 9, piętro 3). Tam przebadał ją i wstępnie zdiagnozował ordynator oddziału, Roman Jasiński, który – jak zaznaczył – jest dziś w szpitalu przez przypadek, na zastępstwie.

Pobrano próbki krwi i lekarz zalecił podanie kroplówki z elektrolitem. W tym czasie liczba wybroczyn na ciele Oli wzrosła dziesięciokrotnie, biegunka nie ustępowała, a stan cały czas gwałtownie się pogarszał. W rozmowie ze mną lekarz poinformował o podejrzeniu zatrucia i bardzo niepokojących wynikach wstępnych, po czym zalecił położenie Oli na sali ogólnej i podanie jej kroplówki.

Stan cały czas się pogarszał

Ola skarżyła się na bardzo silne bóle nóg i stawów. Stawy zaczęły puchnąć, a nogi sztywnieć. Liczba wybroczyn na ciele powiększała się z każdą chwilą. Wielokrotnie prosiłam lekarza dyżurnego oraz ordynatora o pomoc i jakąkolwiek reakcję. Dziecko bardzo cierpiało, ale w zamian otrzymywaliśmy informację, że czekamy na wyniki badań. Około godziny 10.30, ordynator wymknął się ze swojego gabinetu, nie zaglądając nawet do chorej. Do czasu kiedy Ola, w konwulsjach spowodowanych bólem, spadła z łóżka, a stan pogorszył się radykalnie (dziecko zsiniało i przestało oddychać), w pokoju nie pojawił się lekarz. Podobno w tym czasie, lekarz dyżurny konsultował telefonicznie wyniki badań. W tym czasie Ola była już cała pokryta wybroczynami, spuchnięta na twarzy i całym ciele.

Lekarze, zaalarmowani przez rodziny i odwiedzających (sala w której leżała Ola była pełna innych pacjentów oraz odwiedzających ich gości…), podali Oli tlen, a następnie wezwano szpitalnych anestezjologów. Wszystkich pacjentów i rodziny towarzyszące w pokoju nr 9 wyproszono z sali. Mnie, matkę Oli, wyproszono również. Anestezjolog przeprowadził reanimację. Podano dopaminę i przywrócono dziecku oddech.

Stan był bardzo ciężki

Dopiero wtedy wezwano karetkę i zadecydowano o przewiezieniu Oli na oddział intensywnej terapii w szpitalu na Lindleya. Po około 20-30 minutach reanimacji pozwolono mi wejść do sali, gdzie anestezjolog w bezpośredniej rozmowie powiedział mi, że dziecko ma sepsę. Oczekiwanie na karetkę trwało bardzo długo. W tym czasie towarzyszący mi rodzina i przyjaciele, rozmawiali na korytarzu z zaniepokojonymi sytuacją, chorymi z sali numer 9 oraz z ich rodzinami. Przekazaliśmy im informację otrzymaną od lekarza anestezjologa o tym, że Ola na pewno ma sepsę.

Kiedy w końcu zabrano dziecko karetką, a my czekaliśmy pod szpitalem na taksówkę, podeszła do nas rodzina jednego z pacjentów z sali na której Ola wcześniej leżała. Państwo ci próbowali pocieszyć nas i uspokoić. Ponieważ mają w rodzinie dzieci i małe wnuki, przestraszeni informacją o sepsie zwrócili się natychmiast do lekarza z prośbą o potwierdzenie tej informacji. Lekarz z oddziału internistycznego zapewnił ich, że Ola nie jest chora na sepsę i zalecił spokojny powrót do domu. Podobno to samo powiedziano innym pacjentom oraz ich rodzinom i odwiedzającym. Ola po godzinie 14 znalazła się na oddziale intensywnej opieki medycznej na Lindleya. Po pół godzinie usłyszeliśmy, że stan cały czas się pogarsza.

Około 16. poinformowano nas, że Oli podano najnowocześniejsze leki zwalczające infekcję, ale choroba rozwija się w zastraszającym tempie. Ola jest podłączona do respiratora, ale organizm jest już bardzo mocno zaatakowany i nie reaguje na podawane leki. Pół godziny później pozwolono nam zobaczyć dziecko, które było w stanie agonalnym. Przed godziną 17 poinformowano nas, że Ola zmarła…”

Jak dowiedziały się Wiadomości24.pl, Prokuratura Rejonowa Warszawa Ochota wszczęła już postępowanie w tej sprawie. – Zabezpieczono dokumentację medyczną ze szpitala przy ul. Lindleya, jak również kserokopię dokumentacji ze szpitala przy ul. Kasprzaka – powiedziała nam Katarzyna Szeska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie. – Dzisiaj ma zostać zarządzona sekcja zwłok Olgi. Trwają również przesłuchania świadków.

Monika Jakubiak z Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Warszawie zapewniła, że sanepid przebadał osoby bliskie zmarłej, bezpośrednio zagrożone zarażeniem meningokokami. Nie stwierdzono innych zachorowań. Obecnie sprawdzana jest ewentualność zarażenia osób postronnych w szpitalu.
K.C. (Kamil Ciba)

Autor artykułu: Współautorzy: Kamil Ciba

“W Oparach Absurdu” z magiczną fotografią w tle

November 18th, 2007

Jeżeli jesteś zwolennikiem niekonwencjonalnych miejsc i interesujących fotografii, wystawa Joanny Kinowskiej w warszawskich ” W Oparach Absurdu” wcale nie wyda Ci się absurdalną stratą czasu.

Joanna Kinowska jest historykiem sztuki i jedną z jej największych pasji jest fotografia. Jej przygoda z aparatem zaczęła się stosunkowo wcześnie. Od najmłodszych lat robienie zdjęć sprawiało jej olbrzymią satysfakcję. Z czasem hobby stało się również zawodem. Szczególnie charakterystyczna dla zdjęć Joanny Kinowskiej jest technika cross, dzięki której udaje się autorce wykrzesać nietypową kolorystykę wywoływanych dzieł. Jej fotografie można było obejrzeć już kilka razy na różnorodnych wystawach zbiorowych nie tylko w Polsce, ale także we Włoszech, Japonii i Francji. Indywidualne wystawy rozpoczęła właściwie dopiero w tym roku. Teraz można podziwiać je w kawiarni “W Oparach Absurdu” i będą tam dostępne przez najbliższy miesiąc.

Sama wystawa jest – jak mówi Joanna Kinowska – pomysłem niezwykle spontanicznym. Można na niej obejrzeć zdjęcia z różnych stron świata, między innymi z Niemiec, Sycylii i Polski. Ze względu na status miejsca ekspozycji, które przypomina nam knajpkę z innej dekady, zdjęcia są ułożone swobodnie, bez podporządkowania ich żadnemu konkretnemu układowi. Mimo wszystko, tworzą doskonałą całość. Myślę, że szczególnie zaskakującym dla widza jest ukazanie zwykłych rzeczy, zwykłych ludzi w zwykłych, codziennych sytuacjach, ale w jakby innym wymiarze. Kolorystyka zdjęć nadaje im magii i tajemniczości. Doskonale spajają się z klimatem “W Oparach Absurdu” i ich charakterystyczną scenografią różnorodnych i niedopasowanych stylowo mebli i ozdób.

Joanna Kinowska jest teraz w trakcie pracy na cyklem zdjęć o obrzeżach Warszawy; obrzeżach nie tylko w dosłownym znaczeniu, ale także w symbolicznym wymiarze. Planuje także publikację zdjęć związanych z likwidacją Jarmarku Europa i zmianą niedawnego oblicza stadionu.

Polecam zajrzeć na:
stronę Joanny Kinowskiej
stronę “W Oparach Absurdu”

Autor artykułu: Gośka Herman

Jak się ma warszawskie metro?

November 18th, 2007

Według przewidywań pracowników Warszawskiego Metra Sp. z o.o. do września 2008 roku Warszawiacy powinni doczekać się wreszcie zakończenia budowy pierwszej linii metra. W pierwszym kwartale 2009 roku rozpoczną się prace nad drugą linią.

Kilka dni temu skontaktowałem się z panem Bartoszem Nagórnym, jednym z pracowników Warszawskiego Metra Sp. z o.o. odpowiedzialnym za kontakt z pasażerami. Zadałem mu kilka pytań dotyczących przyszłości warszawskiego metra.

Okazuje się, że oddanie bielańskiego odcinka, czyli dokończenie pierwszej linii, nastąpi w drugiej połowie przyszłego roku.
- Prawdopodobnie otwarcie pozostałych stacji będzie miało miejsce we wrześniu przyszłego (2008) roku, jednak nie wiadomo jeszcze, kiedy dokładnie to nastąpi – stwierdził.
Jeśli chodzi o stację “Słodowiec” – zostanie ona oddana do użytku na pewno w marcu 2008 roku, jednak co do pozostałych, nie jestem w stanie dokładnie powiedzieć kiedy zostaną otwarte – dodał.

Zapytałem także, czy są jakieś opóźnienia w pracach budowlanych. – Nie mam żadnych informacji o ewentualnych opóźnieniach w budowie. Prace nad stacją “Słodowiec”, to mogę potwierdzić, idą zgodnie z planem – powiedział.
Poruszyłem także kwestię drugiej linii metra oraz stacji “Muranów” i “Plac Konstytucji”, których budowa została zaniechana w 1989 roku.
- Rozpoczęcie budowy drugiej linii jest planowane na pierwszy kwartał 2009 roku. Jeśli chodzi o stacje “Muranów” i “Plac Konstytucji”, to Warszawskie Metro Sp. z o.o. jest przygotowane do ich budowy, mamy dla nich plany lokalizacyjne. Jednak w tej sprawie wszystko zależy od władz Warszawy. Wydaje się, że jednak powstanie stacji “Muranów” oraz “Plac Konstytucji” zostanie odłożone w czasie, chociażby ze względu na inwestycje związane z Euro 2012 – stwierdził.

A co na to sami Warszawiacy?

Postanowiłem także zapytać kilku pasażerów metra o ich zdanie w sprawie budowy kolejnych stacji bielańskiego odcinka oraz o to, co sądzą o ewentualnym powstaniu przystanków “Muranów” oraz “Plac Konstytucji”.

Okazuje się, że większość pytanych przeze mnie podróżujących uważa, że budowa kolejnych stacji tzw. bielańskiego odcinka metra będzie korzystna dla pasażerów. Swoje zdanie argumentują głównie faktem polepszenia komunikacji na Bielanach oraz możliwością, szybszego niż obecnie, przemieszczenia się mieszkańców tej dzielnicy do centrum miasta. Tylko jedna osoba stwierdziła, iż nie ma sensu budować bielańskiego odcinka metra. Okazało się jednak, że jedyną motywacją takiej odpowiedzi był dla tej osoby fakt, że nie mieszka ona na Bielanach.

Na drugie pytanie dotyczące ewentualnej budowy stacji “Muranów” i “Plac Konstytucji” większość osób odpowiedziała, iż nie chcą ich budowy, argumentując swoje zdanie tym, że ich powstanie zwiększyłoby czas przejazdu metra i tym samym zmniejszyło efektywność podróży. Z drugiej strony, inne osoby przyznały, że ich budowa byłaby korzystna dla miasta, gdyż poprawiłaby komunikację w centralnej części Warszawy. Ponadto sporo osób w ogóle nie wiedziało o planach budowy tych dwóch stacji.

W takiej sytuacji wypada mieć tylko nadzieję, że w przyszłym roku faktycznie dokończona zostanie budowa pierwszej linii metra oraz, że nie będziemy musieli czekać aż siedemdziesięciu lat na oddanie pierwszego odcinka drugiej linii.

Kilka faktów z przeszłości oraz teraźniejszość

Historia budowy warszawskiej linii metra rozpoczęła się jeszcze przed II Wojną Światową, w 1925 roku, kiedy to ówczesne władze stolicy podjęły uchwałę o opracowaniu kolei podziemnej. Jednak dopiero po siedemdziesięciu latach, w 1995 roku oddano do użytku pierwszy 11-kilometrowy odcinek metra. Połączył on stacje “Kabaty” i “Politechnika”.

Przez następne 11 lat otwarto kolejne 6 stacji. I tak w 1998 roku oddano stację “Centrum”, w 2001 stacje “Świętokrzyska” i “Ratusz Arsenał”, w 2003 roku “Dworzec Gdański”, w 2005 roku “Plac Wilsona” i w końcu rok temu otwarto – “Marymont”.

Obecnie w budowie są pozostałe 4 stacje tzw. bielańskiego odcinka linii metra: “Słodowiec”, “Stare Bielany”, “Wawrzyszew” oraz “Młociny”. Będą one ulokowane wzdłuż ulicy Kasprowicza. Aktualnie istniejący odcinek metra liczy 17 stacji. Jego długość wynosi około 18 kilometrów.

Szczegółowe informacje dotyczące zagadnień technicznych oraz m.in. planowane stacje drugiej linii można znaleźć na oficjalnej stronie Warszawskiego Metra Sp. z o.o.
www.metro.waw.pl

Autor artykułu: Wojciech Pilich

Wykwestowaliśmy 34 tysiące na renowacje płockich Powązek

November 3rd, 2007

Znani i lubiani, a w tym roku także politycy przyczynili się do olbrzymiego sukcesu akcji ratowania płockich Powązek. 34 tysiące to nie mała suma – jesteśmy z niej dumni. Sam osobiście również się ciesze, bo poświęciłem parę chwil dla tej akcji.

Akcja “Ratujmy Płockie Powązki” organizowana przez Stowarzyszenie Starówka Płocka i “Gazetę Wyborczą” realizowana jest już ósmy raz. W tym roku wzięli w niej udział również politycy, których zabrakło rok temu z racji odbywających się wyborów. Nawet świeżo upieczeni płoccy posłowie – elekci, jak Andrzej Nowakowski, czy też Marek Opioła.

Płockie Powązki odwiedziła również prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz, odwiedzając grób swoich dziadków wsparła akcję ratowania płockich Powązek, wrzucając swój datek do puszki swojej partyjnej koleżanki Julii Pitery. W roli kwestujących można było spotkać również wykładowców Wyższego Seminarium Duchownego w Płocku. W śród mediów kwestujących królowało Katolickie Radio Płock.

W tym roku celem jest renowacja pomnika Płoskich – grób miedzy innym Władysława Płoskiego – związanego z endecją, ziemianina spod Drobina, założyciela płockiej Jagiellonki, patrioty, który lata przesiedział w więzieniach carskich, hitlerowskich (m.in. w obozie koncentracyjnym w Działdowie) oraz w ubeckim areszcie. To także pomnik jego żony oraz Jana i Stanisława – poległych w wojnie polsko-bolszewickiej synów. Kolejny cel to pomnik Żochowskich – płockich bankowców.

Sam również miałem okazję grzechotać z puszeczką z napisem “Ratujmy Płockie Powązki”, co było dla mnie fantastycznym doświadczeniem. Dziękuje za wszystkie datki tym razem za pośrednictwem Wiadomości24.pl. Obiecuje, iż jeśli tylko zdrowie dopisze, w przyszłym roku również chwycę za puszkę i pobiegnę na płockie cmentarze.

Dla mnie osobiście ta kwesta to nie pomoc pomnikom, ale ideałom, które w tych pomnikach są pochowane. To możliwość Zmartwychwstania dla tych znanych Płocczan, którzy skazani zostali na zapomnienie. Pomniki, które zaszły już mchem, o których nie pamięta już nikt, to pewny rodzaj piekła. Według mnie niebo jest w naszej pamięci, w naszej świadomości i naszych czynach. Rolą pedagogów powinno być nauczanie o tych zapomnianych płocczanach i poszukiwanie w tych zmarłych autorytetów dla młodych ludzi, które mogą cały czas żyć, żyć w nas, żyć w niebie.

Autor artykułu: Jacek Koprowski

Superpociąg znowu zepsuty, pasażerowie superzdenerwowani

October 31st, 2007

Kolejna awaria superpociągu kursującego na trasie Warszawa- Łódź. Skład, który miał wyjechać z Warszawy o godzinie 11.30, ma już 20 minut opóźnienia. Na dworcu Warszawa Centralna niecierpliwi się około osiemdziesięciu pasażerów superpociągu.

To już nie pierwsza awaria pociągu, który kosztował 15,5 mln zł i miał znacznie skrócić czas podróży z Warszawy do Łodzi.

Posłuchaj relacji

Autor artykułu: Przemysław Trubalski

Puchar Polski: Polonia rozgromiła Koronę!

October 31st, 2007

Zaproś do swoich znajomych Wysłano zaproszenie do użytkownika pokaż

Dziś rozegrano 1/8 Pucharu Polski. Największą sensację sprawiła Polonia Warszawa która, wyeliminowała ubiegłorocznego finalistę Koronę Kielce. W trzech kolejnych spotkaniach niespodzianek już nie było.

Stalowa Wola – Groclin Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski 1:3 (0:1) – Awans Groclin Dyskobolia
Bramki: Gęśla (65.) – Sikora (34., 73.), Piechniak (80.)

Ruch Chorzów – Widzew Łódź 1:0 (0:0). Awans – Ruch Chorzów
Bramka: Fabusz (56.)

Odra Opole – KGHM Zagłębie Lubin 0:2 (0:1). Awans – Zagłębie Lublin
Bramki: Iwański (27., 57.)

Polonia Warszawa – Korona Kielce 3:1. Awans – Polonia Warszawa
Bramki: Michalski (21.), Wędzyński (40.), Olszar (58.) – Sasin (15.)

Autor artykułu: Adam Ciuraj

23. WMFF – polska premiera “Na koniec przyszli turyści”

October 18th, 2007

W Oświęcimiu powstało wiele filmów. Jednak większość z nich odpowiada wyłącznie na pytanie: “Jak tu było?”. Młody niemiecki reżyser Robert Thalheim stara się pokazać oświęcimską teraźniejszość. Wczoraj zobaczyliśmy jego film na WMFF.

Oświęcim, miejsce znane na całym świecie. To tutaj, na terenie zespołu obozów koncentracyjnych Auschwitz-Birkenau, w czasie II wojny światowej hitlerowcy wymordowali blisko 1,1 mln niewinnych ludzi. Tragedia ta pozostanie już na zawsze wpisana w życie mieszkańców Oświęcimia.

“Na koniec przyszli turyści” (Am Ende kommen Touristen) opisuje losy młodego Niemca (Alexander Fehling), który chce odbyć wojskową służbę zastępczą. Trafia do Oświęcimia.Jego głównym zadaniem staje się opieka nad Stanisławem Krzemińskim (świetny Ryszard Ronczewski), ocalałym więźniem Auschwitz. Krzemiński mieszka samotnie tuż przy obozie. Konserwuje dla muzeum walizki więźniów, zapraszany jest do szkół i zakładów pracy, by opowiadać o swoim losie. Dba o zachowanie pamięci. Nadal żyje w obozowej rzeczywistości. Sven nie może się odnaleźć, nie wytrzymuje otaczającej go atmosfery. Pomaga mu Ania (piękna Barbara Wysocka), do której Sven się przeprowadza. Ania zna perfekcyjnie niemiecki, oprowadza turystów po muzeum. Mieszkają wspólnie z jej bratem (w tej roli charyzmatyczny wokalista Comy Piotr Rogucki), który nie akceptuje Svena.

Robert Thalheim zrobił przejmujący film o Oświecimiu, nie wchodząc z kamerą do obozu, jak zauważył jeden z widzów. To nie obóz jest w tym filmie najważniejszy, tylko to, jak oddziałuje on na mieszkańców i przyjezdnych. Jak historię odbierają pracujący w fabryce Niemcy, jak Sven, a jak mieszkańcy. Młodzi, mimo że są do obozu przyzwyczajeni, gdy tylko nadaża się okazja, chcą uciec z tego miasta. Film pokazuje, jak ważna jest pamięć, że nie wolno zapomnieć o tak tragicznej historii. Stanowi także świeże spojrzenie na kontakty polsko-niemieckie.

Na WMFF film będzie można zobaczyć jeszcze raz, w sobotę 20 października, o godz. 11, w Kinotece. Film będzie miał polską dystrybucję, także niebawem trafi do naszych kin. “Na koniec przyszli turyści” został bardzo dobrze przyjęty w Niemczech. Podobnie powinno być i u nas.

Autor artykułu: Kuba Kubajewski, współautor Adam Kuryło

Czwarty dzień Warszawskiego Festiwalu Filmowego za nami

October 16th, 2007

Kolejne opuszczone wykłady, załatwianie wolnego w pracy. Wszystko po to by mieć jak najwięcej czasu nie tylko na oglądanie filmów, ale także na uczestniczenie w spotkaniach z twórcami. Warszawski Festiwal Filmowy trwa !

Poniedziałek był czwartym dniem trwania Warszawskiego Festiwalu Filmowego. Odbyło się, jak każdego dnia festiwalu, 36 projekcji. Wiadomo, że wręcz nieosiągalnym jest obejrzenie wszystkich filmów prezentowanych na WFF. Widzowie muszą samodzielnie dokonać wyboru, lecz propozycji filmowych jest tak wiele, że każdy może znaleźć coś dla siebie. Należy także przypomnieć, że dla większości z filmów to jedyna okazja by zaprezentować się polskiej publiczności.

Warto szczególnie wybierać się na projekcje, po których można spotkać się z twórcami, którzy chętnie odpowiedzą na nasze pytania. Wczoraj m.in. specjalnymi gośćmi festiwalu byli reżyserowie: Ognjen Svilicic i Volker Schlöndorff.

“Armin”, czyli trudy dorastania na ogarniętych wojną Bałkanach

Ognjen Svilicic zaprezentował swój najnowszy film pt. “Armin”. Dla tego chorwackiego reżysera była to okazja by przypomnieć się warszawskiej publiczności, gdyż w 2005 roku podczas trwania 21. edycji WFF jego film pt. “Przepraszam za kung fu” został nagrodzony Grand Prix.

“Armin” to oszczędna w formie tragikomedia. Głównym bohaterem jest tytułowy czternastoletni Armin. Wspólnie z ojcem wyruszają z bośniackiej wioski do Zagrzebia. Tam właśnie odbywa się casting dla młodych aktorów do niemieckiego filmu o wojnie bałkańskiej. Ojciec robi wszystko by casting zakończył się sukcesem Armina. Sam młodzieniec tak naprawdę nie wie czego chce, przeżywa dylematy dojrzewania. Podróż do Zagrzebia to także dla nich duży szok, z Bośni ciągnie się za nimi koszmar wojny. Jest to okazja dla reżysera do pobawienia się stereotypami, o których sam mówi: “Lubię ich używać, bo czasem potrafią być prawdziwe”. Publiczność miała zastrzeżenia szczególnie do pewnej sceny, w której Ibro, Bośniak nie radzi sobie w łazience z suszarką. Reżyser tłumaczył, że każdemu z nas, także jemu zdarzają się podobne sytuacje. Widzowie zastanawiali się także, dlaczego w filmie nie wykorzystano muzyki. Svilicic tłumaczył, że czasem muzyka niepotrzebnie kieruje widzem, wyciąga do niego rękę, dlatego postanowił jej nie używać.

Ulzhan, czyli Francuz w Kazachstanie

Volker Schlöndorff to uznany, doświadczony niemiecki reżyser. Autor m.in. ekranizacji Blaszanego Bębenka Güntera Grassa, nagrodzonego w 1980 roku Oscarem i Złotą Palmą w Cannes rok wcześniej. Sława reżysera sprawiła, że sala B kina Luna zapełniła się prawie do ostatniego miejsca.Wczoraj Schlöndorff prezentował film pt. “Ulzhan”. Jest to cudownie sfotografowana opowieść o młodym Francuzie, który ucieka przed rodzinną tragedią. Przybywa do Kazachstanu. Pragnie iść śladem mitycznych szamanów, którzy szli w góry by dokonać swego żywota.

Również dużym zainteresowaniem cieszył się film dokumentalny o jednej z najbardziej znanych grup rockowych ostatnich lat – Red Hot Chilli Peppers: Untitled Documentary. Film dopisany do programu festiwalu dosłownie rzutem na taśmę pokazuje pracę RHCP przy 3 teledyskach. Obserwujemy cały proces “od kuchni”. Oczywiście najważniejszy jest sam zespół, który w porównaniu z innymi gwiazdami doskonale bawi się przy kręceniu klipów i energicznie oprowadza nas po tym fascynującym świecie.

Zachęcam wszystkich do aktywnego uczestnictwa w WFF, który trwa do niedzieli. Obejrzeliśmy już tyle filmów, a to nawet nie połowa festiwalu. Kolejne relacje wkrótce!

Autor artykułu: Kuba Kubajewski, współautor: Adam Kuryło